Bańka na rynku nieruchomości. Czy w Polsce już ją mamy?
Jeśli szukać bańki na rynku nieruchomości, to nie w Polsce – sugeruje raport UBS. W publikacji przygotowanej przez tę instytucję Warszawa zajęła ostatnie miejsce na 25 przebadanych rynków. To znaczy, że wg UBS ceny mieszkań w stolicy są w pełni uzasadnione. Zawdzięczamy to między innymi temu, że w ostatnich latach pensje w Polsce szły ręka w rękę z cenami mieszkań. Zazdrościć może nam tego większość krajów europejskich – twierdzą analitycy.
Warszawski rynek nieruchomości zajął w raporcie UBS ostatnie miejsce. W tym przypadku jest się z czego cieszyć, bo znaczy to, że według analityków wspomnianej instytucji ceny mieszkań w Warszawie nie są zawyżone. Z raportu wynika, że nie mamy do czynienia ani z bańką na rynku mieszkaniowym ani z niedowartościowaniem mieszkań. Ceny nie są więc ani za wysokie ani za niskie.
Ceny mieszkań rosną, ale nie tak szybko
Ktoś mógłby jednak zapytać – jakim cudem nie mamy problemu, skoro średnia cena ofertowa mieszkań w stolicy jest już wg różnych źródeł na poziomie około 16 tysięcy złotych za metr. Odpowiedź jest prosta – przeciętne mieszkanie w Warszawie wcale nie kosztuje 16 tysięcy złotych.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że ostatnie rzetelne informacje na temat tego ile Polacy faktycznie płacili za mieszkania, mamy z 2 kwartału br. Te dane – zebrane przez NBP – sugerowały, że za metr używanego lokum w Warszawie płaciliśmy 12 tysięcy złotych, a za metr lokalu od dewelopera 13 tys. złotych. I choć gołym okiem można dostrzec, że ceny nieruchomości w ostatnich miesiącach wzrosły, to nie jest możliwe, aby w tym czasie doszło do wzrostu o 25 proc.
Wykupienie oferty sztucznie zawyża ceny
Na rzetelne dane NBP na temat zmian cen mieszkań będziemy musieli poczekać jeszcze kilka tygodni. W międzyczasie z rezerwą podchodźmy do głośnych nagłówków sugerujących gwałtowne podwyżki cen mieszkań. Pamiętajmy, że nawet jeśli przeciętny lokal znajdujący się w ogłoszeniach wyceniony został przez właściciela na 16 tysięcy za metr, to nie znaczy, że łatwo znajdzie się kupujący, który taką cenę zapłaci.
Bo przeciętny nabywca raczej wybierze ofertę tańszą. Problem w tym, że te tańsze są rozchwytywane i w ostatnich tygodniach zostały wykupione. To również w sposób „sztuczny” zawyża przeciętną cenę ofertową. Skoro bowiem w ofercie brakuje mieszkań tanich, a są w niej lokale drogie, to podnosi to średnią stawkę. To wszystko jest efektem wysokiego popytu, za którym nie nadąża podaż.
Filary zdrowego rynku
Wróćmy jednak do wspomnianego na wstępie raportu UBS, który ocenia, że w Polsce nie ma ani bańki na rynku mieszkaniowym ani nawet mieszkania nie są przewartościowane. Co dokładnie kryje się pod tymi twierdzeniami i co zostało wzięte pod uwagę. Wyjaśnia Bartosz Turek:
Po pierwsze w raporcie czytamy, że bazą były dane zbierane do 2 kwartału 2023 roku. Przypomnijmy więc, że rządowy program „Bezpieczny Kredyt 2%” wszedł w życie dopiero w lipcu 2023 roku, a RPP zaczęła ciąć stopy procentowe we wrześniu.
Ceny z punktu widzenia zarobków
Na łączną ocenę składa się też skala akcji kredytowej i aktywność w sektorze budownictwa mieszkaniowego. Te w Polsce na etapie tworzenia raportu przez UBS były na tak niskim poziomie, że wskazywały raczej na zapaść w mieszkaniówce niż przegrzanie rynku. Analitycy zwracają też uwagę na to jak bardzo ceny nieruchomości w kraju odbiegają od tych na analizowanym rynku. U nas ta sytuacja jest w miarę zdrowa, bo choć mieszkania w Warszawie są wyraźnie droższe niż średnio w kraju, to nie jest to przebicie ponad dwukrotne, co w wielu zachodnich krajach nie jest wcale taką rzadką sytuacją.
Najbardziej intuicyjną częścią oceny przedstawianej co roku przez UBS jest jednak spojrzenie na ceny z punktu widzenia pensji wykwalifikowanego pracownika. Dokładnie rozważane jest to ile lat trzeba pracować na 60-metrowe mieszkanie blisko centrum.
Pensje rosły szybciej niż ceny
Ciekawe światło na zmiany cen i wynagrodzeń rzucają też dane Eurostatu. Wynika z nich bowiem, że w Polsce przez lata ceny mieszkań szły ręka w rękę ze wzrostem wynagrodzeń. W praktyce przeplatały się okresy, w których mieszkania drożały szybciej niż rosły nasze dochody z okresami, w których to zarobki były górą. Nie było jednak tak, że rynek mieszkaniowy kompletnie zgubił związek z grubością portfeli Polaków.
Spójrzmy na konkretne dane. W Polsce w latach 2013-2022 ceny mieszkań wzrosły o 69 procent. W tym samym czasie przeciętny dochód netto singla pracującego na pełen etat wzrósł wg Eurostatu o prawie 80 procent. Jest to przede wszystkim efekt wzrostu przeciętnego wynagrodzenia (to w przedsiębiorstwach wzrosło wg GUS w badanym okresie o około 60 procent), ale na dynamikę wzrostu dochodu netto wpłynąć mogły też obniżki podatków (wyższa kwota wolna i niższy PIT).