Spada produkcja i sprzedaż piwa, rosną długi i zaległości branży
Choć sezon letni to dla branży piwnej tradycyjny czas żniw, nie ma co liczyć na to, że w tym roku uda się jej odbić po chudym, pandemicznym okresie. Szczególnie, że piwa pijemy mniej, a wzrost zadłużenia przyspieszył. Dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK pokazują, że tylko między majem 2021 a majem 2022 roku zwiększyło się ono o 500 procent. Powodów do radości nie mają też małe, zwłaszcza wyspecjalizowane sklepy oraz bary, puby i inne lokale, dla których sprzedaż piwa to pokaźna część przychodów.
Urlopowy wyjazd, grill na łonie natury, letni festiwal muzyczny czy wypad ze znajomymi na miasto to wakacyjne aktywności, którym bardzo często towarzyszy piwo. Nic dziwnego, że jego producenci z utęsknieniem spoglądają na sezon letni. W tym roku wypatrywali go szczególnie intensywnie, by w końcu odkuć się po fatalnym dla nich okresie pandemicznych lockdownów. Te nadzieje przekreśliła wojna w Ukrainie oraz stale rosnąca inflacja, przez które Polacy rezygnują i z wakacji, i z piwa – tłumaczą eksperci.
Jakby tego było mało, inne z badań pokazało, że głównie ze względów finansowych jedna trzecia z nas nie planuje w tym roku dłuższego wakacyjnego wyjazdu. Okazji by zwiększyć sprzedaż piwa latem będzie więc mniej.
Zadłużenie branży rośnie
Branża piwna to system naczyń połączonych – czytamy w raporcie BIG IM. Najlepiej uwidoczniło się to podczas pandemii, kiedy zamknięcie barów, pubów i lokali serwujących alkohol pociągnęło za sobą kryzys wśród browarów. Zwłaszcza tych najmniejszych, które nie posiadają linii do butelkowania piwa, a sprzedają ten trunek jedynie w kegach. Odwoływane imprezy masowe oraz ograniczanie aktywności społecznej dotknęło jednak wszystkich, także największych graczy.
Choć pandemiczne lockdowny w mniejszym stopniu dotknęły punkty sprzedaży detalicznej, dziś także one cierpią z powodu spadającej konsumpcji piwa. Z danych firmy analitycznej CMR wynika, że piwo stanowi 12 proc. obrotów pod względem wartości i 24 proc. pod względem liczby transakcji w sklepach do 300 mkw. W przypadku supermarketów jest to odpowiednio 3,5 proc. oraz 12 proc. Sprzedaż używek, takich jak piwo i papierosy to dla sklepów pokaźna część przychodów, a jak pokazały badania dla BIG InfoMonitor, kwoty wydawane na używki chce ograniczyć blisko połowa z nas.
Czterej jeźdźcy piwnej apokalipsy
Niewątpliwie największą plagą dla branży piwnej, była w ostatnim czasie pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia – wynika z raportu. Dane NielsenIQ, na które powołuje się Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie, mówią o tym, że w roku 2021 wolumen piwa skurczył się o ponad 4 proc. Kryzys dodatkowo pogłębiła zimna wiosna oraz lockdown, które opóźniły rozpoczęcie sezonu piwnego. Ucierpiały także punkty sprzedaży detalicznej, a zwłaszcza sklepy małoformatowe, w których sprzedaż piwa wg NielsenIQ spadła w ubiegłym roku o 2,5 pp.
Kolejnym ciosem okazała się rosnąca akcyza. Jak podaje Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie, od roku 2020 branża doświadczyła dwóch 10-proc. podwyżek podatku akcyzowego. A na tym nie koniec, gdyż zgodnie z zapowiedziami, do roku 2027 planowane są coroczne 5-proc. podwyżki akcyzy. W lipcu br. Związek wystąpił do rządzących z apelem o rezygnację z tych planów, argumentując, że taki wzrost kosztów w połączeniu z trwającą inflacją oraz innymi problemami branży będzie oznaczał długotrwały trend spadkowy na rynku piwa.
Czwartą zaś przyczyną słabej sytuacji branży piwowarskiej są rosnące koszty produkcji, które wiążą się z wymienianą wyżej inflacją. Branżę dotykają przede wszystkim zwiększające się ceny energii oraz transportu, ale problemem są także rosnące ceny surowców, opakowań czy pracy. Wszystko to sprawia, że produkcja piwa staje się coraz mniej opłacalna, a pojawiające się dziury w firmowym budżecie wymagają pożyczek, które tylko pogłębiają zadłużenie.