Wielka płyta wraca do łask. Wchłonął ją „Bezpieczny Kredyt 2%”
Największe portale ogłoszeniowe posiadają w swych zasobach coraz mniej ofert dotyczących tańszych mieszkań. Szczególnie dotyczy to lokali w blokach z wielkiej płyty. Przeciętnie mówimy o mniej niż 100 takich ogłoszeniach przypadających na miasto wojewódzkie. A gdyby tego było mało, to przecież każdy, kto szukał mieszkania wie, że nierzadko kilka ogłoszeń dotyczy tego samego lokum. Tak dramatyczne wykupienie to jeden z ubocznych efektów „Bezpiecznego Kredytu 2%”.
Betonowe bloki z okresu PRL urastają do rangi fenomenu rynku mieszkaniowego. Z jednej strony odpowiadają one za co piąte, a nawet za co trzecie mieszkanie istniejące w miastach wojewódzkich. Z drugiej natomiast strony co najmniej kilka razy w roku przetacza się przez media debata na temat kończącego się okresu trwałości tych budynków.
Do tego dochodzi standard budownictwa wielkopłytowego, który delikatnie rzecz ujmując odbiega od tego oferowanego przez współczesne bloki. Trudno się więc dziwić, że regularnie słyszy się o mającym rychło nadejść zmierzchu wielkiej płyty. I tak trwa to od co najmniej dekady czy dwóch, a wielka płyta nie tylko trzyma się mocno, ale wręcz nieprzerwanie cieszy się bardzo dużą popularnością.
Dramatycznie wykupiona oferta
W liczbach bezwzględnych mówimy o mniej niż 400 aktywnych ogłoszeniach przypadających na stolicę.
Przy tym mieszkań położonych w blokach z wielkiej płyty, których właściciele chcieliby się pozbyć jest bez wątpienia jeszcze mniej. Powód jest prosty. Nieruchomości te ze względu na niższą cenę szybko się sprzedają, więc pośrednicy bardzo chętnie kopiują tego typu oferty.
Bartosz Turek, główny analityk HRE Investment Trust:
Za ekstremalnie przebraną ofertą mieszkań w betonowych blokach stoi jednak nie tylko ich duża popularność, ale też głośny program „Bezpieczny Kredyt 2%”. W jego ramach jeszcze pod koniec 2023 roku można było kupić pierwsze mieszkanie zaciągając relatywnie łatwo dostępny kredyt z bardzo solidnym budżetowym dofinansowaniem.
I nie jest to tylko specyfika warszawska. We wszystkich miastach wojewódzkich znajdziemy na Otodom, Gratce czy Morizonie tylko około 1,6 tys. ofert mieszkań z czasu wielkiej płyty (lata 1971-88). Średnio to mniej niż 100 lokali na miasto. Nawet uwzględniając fakt, że dziś cała oferta mieszkań na sprzedaż jest dramatycznie wykupiona, to i tak ofert dotyczących mieszkań z PRL-owskiej technologii prefabrykowanej powinno być ponad 4 razy więcej niż faktycznie jest.
Wielka płyta kusi ceną
Za popularnością budownictwa wielkopłytowego stoi przede wszystkim cena. Mieszkania w tych budynkach są po prostu tańsze. Można nawet powiedzieć, że są podwójnie tańsze. Chodzi o to, że gdybyśmy na przykład chcieli kupić mieszkanie dwupokojowe, to wybierając lokal w betonowym bloku nie tylko będziemy musieli kupić mniej metrów, ale też za każdy metr będziemy musieli zapłacić mniej niż w dobrej kamienicy czy bardziej współczesnym budynku.
Różnica jest znaczna, bo przeciętny metraż mieszkania w PRL-owskim bloku jest przeważnie o 10-20 procent niższy niż w konkurencyjnych segmentach rynku mieszkań używanych. Do tego średnia cena metra także jest najczęściej o 10-20 procent niższa.
W płycie potencjał
Czemu więc minusy wielkiej płyty nie przysłaniają Polakom ich atutów? Trzeba bowiem wiedzieć, że cena zakupu to niejedyne plusy PRL-owskich bloków. Stoją one przeważnie w dużym oddaleniu od siebie, a sam układ osiedli jest przemyślany. Do tego dochodzi przeważnie dobra lokalizacja, dogodne połączenie z centrum czy rozwinięte zaplecze handlowe, usługowe i oświatowe w najbliższej okolicy.
Warto przy tej okazji rozwiać też mit dotyczący trwałości wielkiej płyty. Kilka lat temu Ministerstwo Rozwoju i Technologii sfinansowało bowiem oficjalne badania trwałości tych konstrukcji. Potwierdzają one, że bloki te będą nam jeszcze służyły długie lata.
Bartosz Turek, główny analityk HRE Investment Trust:
Wielka płyta przyszłością budownictwa? Powiem więcej – z wielką płytą w kolejnych latach będziemy się musieli najpewniej przeprosić. Chodzi o to, że technologia prefabrykowana jest bardzo kusząca w obliczu wyzwań, przed którymi stoi sektor budownictwa mieszkaniowego.
Potwierdza to raport firmy McKinsey, który sugeruje, że dzięki prefabrykacji czas budowy może zostać ograniczony o 20 do 50 procent. Znajdziemy tam też tezę, że dzięki tej technologii koszty budowy mogą być nawet o 20 procent niższe. Wymaga to jednak specjalizacji i optymalizacji, a więc dużej skali i powtarzalności inwestycji. W Polsce mówimy dopiero o odkrywaniu na nowo uroków tej technologii.