Patologie na rynku aut używanych. Na co zwrócić uwagę przy zakupie?
Wymieniać można długo – samochód z brakującym fragmentem deski rozdzielczej lub elementami wykończenia drzwi. Inny, który po uruchomieniu silnika zamienia się w komorę gazową, bo czarny dym ze spalanej ropy przedostaje się bezpośrednio do kabiny. Kolejny, z którego rury wydechowej wydobywa się mieszanka wody i oleju. Albo pojazd, który w Kanadzie po poważnym wypadku przeznaczono na złom lub egzemplarze, które w ciągu dwóch lat były kilkukrotnie przerejestrowywane, by ukryć fakt niewypłacalności właściciela.
Nie brakuje również aut z dwukrotnie cofniętym licznikiem przebiegu – mówią przedstawiciele AAA AUTO. Każdego roku do punktów skupu trafia około 240 tysięcy aut, jednak tylko ok. 80 tysięcy z nich spełnia wszystkie wymogi.
Patologie rynkowe
Oczywiście nie każdy taki przypadek oznacza oszustwo. Tuning sam w sobie nie jest przestępstwem, ale za niektóre modyfikacje czasem naprawdę należałoby wymierzyć karę. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z mieszanką korozji, kreatywnego użycia taśmy klejącej i braku wyczucia estetyki przy montażu dodatków.
I dodaje, że do punktów skupu regularnie trafiają samochody, które ubezpieczyciele uznali za całkowicie zniszczone w wypadku, i których naprawa jest nieopłacalna. Na rynku nie brakuje jednak „specjalistów”, którzy potrafią tak „poskładać” auto, że na pierwszy rzut oka wygląda jak nowe.
Przykład pułapki
Typowym przykładem pułapki na rynku samochodów używanych był np. dziewięcioletni Hyundai i30 z silnikiem 1.6 CRDi o mocy 81 kW i przebiegiem 150 tys. km. Na pierwszy rzut oka bardzo ładny przedstawiciel typowego samochodu używanego.
W rzeczywistości samochód ten został w 2025 roku uznany przez ubezpieczyciela za całkowicie zniszczony, a wcześniej miał jeszcze trzy drobne naprawy. Silnik miał przeciekające wtryski i drżał na biegu jałowym, a na każdej osi zamontowano inne opony – z przodu letnie, z tyłu zimowe.
Coś jest nie tak
Kolejnym podobnym przypadkiem była Škoda Octavia II generacji w wersji RS z 2007 roku, z silnikiem benzynowym 2.0 TFSI o mocy 147 kW i przebiegiem 167 523 km. W rzeczywistości silnik miał faktyczny przebieg szacowany na około 280 tys. km i był wyeksploatowany do granic możliwości.
Nie znał się na motoryzacji i dopiero po kilku miesiącach zorientował się, że coś jest nie tak, ale sprzedawcy już nie odnalazł. Liczył na odzyskanie przynajmniej 14 000 zł z pierwotnie zainwestowanych 30 000 zł. Nic z tego nie wyszło.
Podejrzana oferta
Istnieją sygnały, które wskazują na to, że oferta jest podejrzana. Najważniejszym elementem jest cena. Jeśli jest tak atrakcyjna, że trudno się jej oprzeć, najprawdopodobniej kryje się za nią jakiś problem.
Bo dlaczego ktoś miałby sprzedawać auto znacznie poniżej wartości rynkowej?
Niektóre problematyczne auta znajdują nabywców. Następnie poszkodowani klienci próbują je reklamować, zazwyczaj bezskutecznie. Oszuści dobrze znają się na takich praktykach, a ewentualne postępowania sądowe bywają kosztowne i czasochłonne. Sprawdzajmy więc dokładnie auto przed jego zakupem.
***
economista.pl to serwis ekonomiczny prezentujący rzetelne analizy, dane i informacje finansowe dotyczące gospodarki, finansów, technologii czy rynku nieruchomości. Od blisko 4 lat prowadzony przez doświadczonych dziennikarzy ekonomicznych. Osoby i firmy zainteresowane współpracą zapraszamy do kontaktu na adres: