Wojna celna i protekcjonizm USA grożą światowym konfliktem
Mamy nowy trend – coraz więcej krajów zamyka się na światową gospodarkę i wprowadza cła, które mają chronić własny rynek. Choć Donald Trump znów grozi Unii Europejskiej czy Kanadzie, to nie tylko USA grają w tę protekcjonistyczną grę. Od kilku lat rządy na całym świecie wprowadzają tysiące barier handlowych rocznie — dwa razy więcej niż dekadę temu. I choć trend nieco wyhamował w 2024 roku, liczby wciąż są alarmujące. Raport WEI pod tytułem „Zmartwychwstanie groźnej idei – argumenty za protekcjonizmem w zderzeniu z wiedzą ekonomiczną” autorstwa Przemysława Rapki, rozkłada protekcjonizm na części pierwsze – od jego fałszywych obietnic po realne koszty – z nadzieją, że gospodarczy populizm ustąpi miejsca rozumowi, zanim świat na dobre zapomni, czym jest dobrobyt zbudowany na wolnym handlu.
Kluczowe wnioski z raportu:
* Widmo protekcjonizmu powraca. Po latach globalizacji idea protekcjonizmu znów zyskuje zwolenników na całym świecie – od USA po Polskę. O ile do 2019 r. rocznie przybywało globalnie od 100 do 200 polityk protekcjonistycznych – takich, jak cła, subsydia i regulacje produktowe – o tyle po 2019 r. liczba ta wynosi od 200 do 600 w zależności od roku.
* Sześć (złych) argumentów. Zwolennicy protekcjonizmu korzystają z 6 rodzajów argumentacji. Protekcjonizm ich zdaniem to ochrona raczkujących branż gospodarki, zapewnienie równych zasad gry, ochrona istniejących i tworzenie nowych miejsc pracy, poprawa bilansu handlowego, wspieranie rozwoju kluczowych dla rozwoju państwa branż oraz bezpieczeństwo strategiczne.
* Silne argumenty za wolnym handlem. Ekonomiści podkreślają, że wynikający z protekcjonizmu brak presji konkurencji może rozleniwić firmy i sprawić, że nigdy nie staną się globalnie konkurencyjne. Ponadto protekcjonizm zniekształca rynek i podbija ceny. Ochrona danej branży może chwilowo powstrzymać upadek fabryk, ale wyższe koszty surowców i odwet partnerów handlowych potrafią zlikwidować więcej etatów, niż uratowano.
* Samonapędzający się mechanizm zniszczenia. Jednostronne podnoszenie ceł często wywołuje odwet partnerów, eskalując konflikt. Przykład: wojna celna USA-Chiny – obie strony poniosły miliardowe straty. Badania wykazały, że na cłach nałożonych przez Trumpa na import z Chin w 2018 r. Amerykanie stracili 8,2 mld dolarów w rok, a eksport amerykański spadł o 2,4 mld miesięcznie.
* Trzeba zrobić wszystko, by nie dopuścić do powtórki z lat 30 XX w. W 1930 r. USA drastycznie podniosły cła nadziei ratowania gospodarki. Inne kraje odpowiedziały tym samym, a globalny handel załamał się o 65 proc. W takich warunkach osłabienia relacji handlowych wzrosło prawdopodobieństwo konfliktu handlowego.