Podobno, jeśli w tłusty czwartek nie zjemy pączka, to stawiamy na szali nasze szczęście. Jest to tylko jedna z wymówek, aby je jeść. Większość z nas skorzysta więc z okazji, aby uraczyć się świeżym, aromatycznym i cieszącym oko pączkiem.
Inflacja bija w pączka
Tak czy inaczej zostawiamy u cukierników sporą kwotę pieniędzy. Ile dokładnie? Suma wcale nie jest taka oczywista, bo zarówno ceny, jak i jakość sprzedawanych w Polsce pączków prezentują szerokie spektrum możliwości.
Ich zdaniem smakosze drożdżowych specjałów również tego rodzaju produkty omijają szerokim łukiem. Na drugim biegunie znajdziemy za to pączki sprzedawane przez uznane marki czy propozycje firmowane przez celebrytów. Tu ceny bywają kosmiczne, a na pewno nie zawsze cena podąża w krok za jakością.
Bartosz Turek, główny analityk HREIT:
Zajmowanie się takimi ekstremami – choć ciekawe – nie ma jednak sensu, jeśli chcemy pokazać dominujący obraz. Lepiej skupić się na archetypie pączka, a więc produkcie wykonanym według tradycyjnej receptury. Chodzi tu o pączka, który jest smażony na smalcu i wypełniony różaną konfiturą.
Wzrost ceny jest więc skromny na tle tego z czym mierzyliśmy się w ostatnich latach. Dość przypomnieć, że w latach 2021 -2024 pączek zdrożał o prawie 2/3 (około 63 procent).
Ile to mieszkań?
Załóżmy, że statystyczny Polak porzuci 2-3 jakiekolwiek pączki, a zadowoli się jednym, ale takim zrobionym profesjonalnie – z wysokiej jakości składników, na bazie tradycyjnej receptury. To oznacza, że w trakcie tłustego czwartku wydamy na pączki około 194 mln złotych. Przekłada się to na równowartość 327 dwupokojowych mieszkań w największych miastach w naszym kraju.
Póki co najświeższe informacje NBP sugerują, że pod koniec 2024 roku za metr lokalu na 7 największych rynkach trzeba było płacić ponad 13 tys. zł. To o 13 procent więcej niż rok wcześniej