W Polsce brakuje pracowników, zarówno tych do prostych prac fizycznych, jak i specjalistów. Jak wynika z danych GUS, najwięcej wolnych miejsc pracy odnotowuje przemysł i handel, a także budownictwo, transport i gospodarka magazynowa. Choć liczba ofert publikowanych w tym roku zmalała w porównaniu z ubiegłym, tylko na portalu pracuj.pl – zamieszczono w lutym br. ponad 64 tys. ogłoszeń.
Anna Wesołowska, dyrektor zarządzająca Gi Group Poland
Niska stopa bezrobocia i brak rąk do pracy sprawiają, że rośnie udział obcokrajowców w ogólnej liczbie pracujących w Polsce. Podczas gdy jeszcze dziesięć lat temu ich liczba nie przekraczała 100 tys., czyli 1 procent wszystkich ubezpieczonych w ZUS, pod koniec ub. roku odsetek ten wyniósł blisko 7 procent, co stanowiło 1,13 mln zatrudnionych.
Kto i kogo chce zatrudniać?
Z „Barometru” Gi Group Holding wynika, że obcokrajowców zatrudniają przede wszystkim duże przedsiębiorstwa (26,5 procent), głównie z sektora przemysłowego (27,3 procent) i usług (20,3 procent). Najmniejsze zainteresowanie zatrudnieniem cudzoziemców widoczne jest w małych firmach (90 procent nie zatrudnia obcokrajowców) oraz w sektorze publicznym (86,2 procent).
Plany ich zatrudnienia w najbliższym roku deklarują zdecydowanie częściej przedsiębiorstwa, które aktualnie mają cudzoziemców wśród swoich pracowników. 18 procent chce pozyskać Ukraińców, 8 procent z innych krajów europejskich, 7,3 procent z krajów dawnego bloku wschodniego. Otwartość na pracowników z dalszych kierunków deklaruje obecnie 0,6 procent przedsiębiorców.
Trudniej o pracownika z Ukrainy
Choć największy wzrost pracujących obcokrajowców dotyczył w ciągu ostatnich lat obywateli Ukrainy, ich liczba nadal jest niewystarczająca, by wypełnić lukę kadrową. Jednocześnie rosnące koszty utrzymania i duża liczba ofert pracy sprawiają, że ich oczekiwania dotyczące warunków zatrudnienia są coraz większe.
Polska coraz częściej staje się dla nich jedynie krajem tranzytowym – podejmują tu pracę w oczekiwaniu na lepsze możliwości zawodowe i zarobkowe na Zachodzie. Problem z brakiem Ukraińców w Polsce staje się widoczny szczególnie w małych miastach, gdzie stanowią istotną część ogółu zatrudnionych.
Firmy walczą o ukraińskich pracowników benefitami, m. in. dofinansowaniem do posiłków, transportu czy zakwaterowania. To jednak nie wystarcza, dlatego coraz częściej przekonują się do zatrudniania migrantów z dalszych kierunków.
Pracownicy z daleka
Największe znaczenie dla firm ma obecnie dostępność i motywacja kandydatów do podjęcia zatrudnienia, dlatego pracodawcy wykazują dużą otwartość na pracowników z innych krajów czy wręcz kontynentów. Poszukiwania rozpoczynają od krajów dawnego bloku wschodniego.
Według danych GUS obcokrajowcy wykonujący legalną pracę w Polsce pochodzą z ponad 150 państw. Przybywa coraz więcej osób z tzw. dalekich kierunków, m.in. Filipin, Nepalu, Kolumbii, Wenezueli czy Indonezji.
Długotrwałość rekrutacji
Wąskim gardłem rekrutacji pozostają formalności – zależnie od kierunku oczekiwanie na zezwolenie na pracę może potrwać do 6 tygodni, a na wizę nawet kolejne 5-6 miesięcy. Proces rekrutacyjny cudzoziemców z odległych kierunków składa się z trzech etapów.
Ostatnia rozmowa następuje po uzyskaniu wizy, czyli kilka miesięcy, a nawet pół roku od decyzji o zatrudnieniu. Konieczność planowania z dużym wyprzedzeniem, szczególnie przy obecnej sytuacji gospodarczej, jest wyzwaniem dla pracodawców. Może zdarzyć się również, że w ciągu tego okresu plany kandydatów ulegają zmianie.
Różnice nie tylko kulturowe
A jednak, jak wynika z Barometru Rynku Pracy, pracodawcy najmniej obawiają się wydłużonego oczekiwania na pracowników – na tę trudność wskazało 14,3 procent respondentów. Największymi wyzwaniami są trudności w integracji pracowników z innych krajów z polską załogą (65,3 procent wskazań), bariery językowe (63,1 procent) oraz różnice kulturowe (44,7 procent).