Tworzy to szanse dla Europy, która do 2030 roku musi podwoić swój potencjał produkcyjny. Wiąże się to bowiem z dużymi inwestycjami, ale też z ogromnymi potencjalnymi zyskami, które w długim okresie znacząco zmienią naszą rzeczywistość, wprowadzając europejski przemysł do globalnej technologicznej rywalizacji na rynku półprzewodników. Jednak aby osiągnąć założony cel i zachować samowystarczalność, Europa musi działać szybko i kompleksowo – wynika z raportu opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Kearney.
Ambitny cel
Unia Europejska postawiła przed sobą ambitny cel. Do roku 2030 chce ponad dwukrotnie zwiększyć swój potencjał produkcyjny półprzewodników, zdobywając 20 proc. światowego rynku i stając się jednym z najważniejszych graczy. Umożliwi to uzyskanie samowystarczalności, która jest coraz bardziej istotna w obliczu napięć politycznych i sporów handlowych między blokami gospodarczymi.
Europa: od lidera do zera
Jeszcze niedługo przed rozpoczęciem XXI wieku to właśnie europejski przemysł półprzewodników pozostawał liderem łańcucha wartości, odpowiadając za ponad 20 proc. światowej produkcji. Od roku 2000 sytuacja zaczęła się jednak zmieniać, a udział europejskich producentów, skoncentrowanych na rozwiązaniach starszego typu, spadł poniżej 10 proc. W przypadku najbardziej zaawansowanych technologii było jeszcze gorzej, gdyż udział Europy spadł z 19 proc. w roku 2000 do zera w roku 2020.
Suwerenność technologiczna
Dodatkowo z powodu napięć politycznych (np. na Tajwanie) dostęp do półprzewodników stał się ważnym elementem regionalnej suwerenności technologicznej. Wszystkie te wydarzenia uświadomiły nam, jak wielkie znaczenie ma tworzenie półprzewodników w Europie. Problemy związane z branżą spowodowały spadek PKB strefy euro o około 0,1 procent w 2021 roku. W całej Europie w pierwszej połowie 2021 roku w samej branży motoryzacyjnej odnotowano niedobory w produkcji szacowane na 4 miliony samochodów.
Gra o miliardy euro
Zdaniem ekspertów, wprowadzenie produkcji półprzewodników do Europy nie tylko pomoże zlikwidować ich niedobór w długiej perspektywie, ale także stworzy europejski rynek o globalnym znaczeniu w branży, pobudzając rozwój technologiczny. Oprócz bezpośrednich korzyści dla ekosystemu półprzewodników, pośrednim sukcesem będzie rozwój europejskiej gospodarki, dzięki stworzeniu nowych, wysokopłatnych stanowisk. Wpłynie to pozytywnie na budżet regionu i pozwoli na utworzenie tysięcy miejsc pracy.
Jak szacuje Kearney, produkcja półprzewodników w Europie przełoży się na wzrost europejskiego PKB na poziomie między 77 a 85 mld euro, od 7 do 9 mld euro dodatkowych wpływów budżetowych oraz stworzenie od 17 tys. do 20 tys. miejsc pracy.
Tylko szybkie działanie
Produkcja półprzewodników jest silnie powiązana z innymi sektorami, dlatego niezbędne jest tworzenie sieci umożlwiającej współdziałanie pomiędzy wieloma obszarami technologii. Europa bardzo dobrze radzi sobie z łączeniem zaawansowanej inżynierii i produkcji, a właśnie taki sposób funkcjonowania przyciąga kapitał i wysoko kwalifikowanych pracowników oraz badaczy.
Obecna sytuacja na rynku półprzewodników rozwija się bardzo dynamicznie, dlatego konieczne są szybkie działania. Poświęcanie czasu na opracowywanie szczegółowych strategii może być dla Europy sporym ryzykiem, w obliczu dokonujących się aktualnie konsolidacji oraz olbrzymiego kapitału, jaki inwestowany jest w branży. Właśnie teraz możemy tracić rynki zbytu na rzecz podmiotów bardziej rozwiniętych i szybciej podejmujących decyzje. Przykładem może być niedawne przejęcie firmy Siltronic przez tajwańską firmę GlobalWafers, które stworzyło globalnego dostawcę wafli krzemowych.
Wiele do zrobienia
Europa przede wszystkim potrzebuje znaczących zachęt – podatkowych, regulacyjnych, prywatnych i publicznych inwestycji – aby uczynić lokalną produkcję półprzewodników konkurencyjną pod względem kosztów. Dzisiaj jest to zdecydowanie niewystarczające w porównaniu z innymi regionami. Zarówno projektowanie, jak i produkcja najnowocześniejszych chipów staje się bowiem coraz bardziej kosztowna.