Ostatni czwartek karnawału ma swoje prawa. Podobno kto nie zje tego dnia pączka, temu szczęście nie będzie sprzyjać. Jest to chyba najlepsza wymówka, aby sobie dziś pofolgować i rozsmakować się w uwielbianych przez Polaków drożdżowych przysmakach – piszą Bartosz Turek i Oskar Sękowski z HRE Investmensts.
Cieszą się cukiernicy – do ich kas trafi dziś pokaźna suma. Wiadomo, że ceny pączków są zróżnicowane – najtańsze marketowe wersje potrafią kosztować w promocji kilkadziesiąt groszy, podczas gdy za najdroższe zapłacić trzeba nawet kilkanaście złotych za sztukę.
I dodają, że gdyby każdy rodak zamiast 2-3 „statystycznych” pączków wybrał nasz jeden „jakościowy” robiony na podstawie tradycyjnej receptury z dobrych składników i bez żadnych kompromisów, to w ciągu jednego dnia – ostatniego czwartku karnawału – wydalibyśmy na pączki ponad 134 mln złotych. Za taką kwotę można kupić prawie 1,5 amerykańskiego czołgu Abrams, ponad ćwierć tysiąca samochodów elektrycznych (Tesla model S) czy 315 mieszkań dwupokojowych w miastach wojewódzkich.
Bartosz Turek i Oskar Sękowski pokusili się o stworzenie tzw. indeksu pączkowo-mieszkaniowego. Aby to zrobić, trzeba na jednej szali położyć mieszkania, które na 7 największych rynkach zdrożały w ciągu roku o 12,1 procent (dane NBP), a na drugiej pączki, które podrożały w tym samym czasie o około 15 procent.